Melancholia do granic. W tę sobotę 69 kończy działalność. Powody są tutaj mało istotne i w sumie niczyja to sprawa. Pewne jest, że Goleniów może i nie traci ośrodka kultury, nie będzie pikiet i manifestacji w obronie 'jedynego takiego miejsca' (nawet jeśli to było jedyne takie miejsce), ale na pewno nie będzie gdzie się napić i spotkać. I nawet gdy człowiek w żartach, choć i poważnie mówił sobie, żeby tylko nie siedzieć w tym samym miejscu za 10 lat, to... Na jedno bym z chęcią skoczył jeszcze kiedyś. Pozostanie nam wszystkim dresiarnia; lokal, który się otwiera od roku i śmierdzi rockiem progresywnym na kilometr; zjęczała speluna niedaleko samego 69; lokal dla wszystkich, nikogo nad rzeką, gdzie toalety zaprojektował ktoś, komu się spieszyło i... i koniec, kebab?
Sobota będzie stała więc pod znakiem ostatniego picia w Goleniowie, takiego picia i takiego spotkania. Pewnie będzie średnio, drzwi się nie domkną, testosteron wyleje i jak to w małych miastach pełno będzie ludzi, którzy tylko psują wieczór swoimi kwaśnymi mordami. Trudno będzie powtórzyć każdą rytualną głupotę ostatni raz i napić się z każdym z kim chciałoby się jeszcze w tym miejscu. Nad ranem na ulice Goleniowa wyleją się świeże sieroty życia towarzyskiego i będzie po wszystkim.
Tak jak jeden wieczór to za mało, żeby zakończyć rok, tak ta sobota to za mało, żeby zostawić 69. Zostawić 'Norę'. Na pogłębienie stanu przygnębionego mieszkańców 69, to co mi się będzie kojarzyć muzycznie, chyba najbardziej to: http://pl.youtube.com/watch?v=PFYU0m3617E
Kurwa, nienawidzę tego małego 'pl' co mi bez ostrzeżenia wskakuje przed adres...
A ilustracje ilustracjami...
No comments:
Post a Comment