Friday, November 6, 2009

REISE REISE

Jednak zapomniałem, że coś popełniłem... Miesiąc temu, ale zawsze. Myślałem, że je dopracuję chyba przed wrzuceniem, a wyszło jak zawsze... Mam ochotę na pizzę.

SHIRT AND TIE...

...office style. Zwięźle, bo nikt tu już nie zagląda prawie, nie ma powodu więc się chyba zbytnio produkować. Zupełne wypranie się z potrzeb 'przytul misiowatych' miało w zamierzeniu dać mi więcej czasu i właściwie dało, nawet jeśli na odsypianie tylko. Zawsze coś. I tak najważniejsze jest, że kupiłem sobie w końcu ekspres do kawy!

Póki co do pokazania nic nowego, albo zapomniałem, że coś zrobiłem. Do posłuchania, ale bez szaleństwa - nowa 'supergrupa' 'The Dead Weather'. Trochę tego, tamtego, nudnego i mniej, a najlepszy z wszystkiego teledysk:



Do obejrzenia - 'Solista'. Dla Downeya, Foxa i kilku odważnych chwytów jak na produkcję z gwiazdami. Emocje mi chyba opadły po obejrzeniu, ale polecam... zzz. Nie wrzucam trailera, bo jest denny.

Na weekend:

Hecq Vs Exillion - Spheres Of Fury from Tim.Chris.Film on Vimeo.


Thursday, October 15, 2009

BIFF tu i tam







Bym zapomniał, 'Biff' tu i tam... Ja vs Marcin Szymkowiak aka autorzy

RHINOCEROS SOUND

Pogoda zamknęła mi okna i włączyła grzejnik, wędzę się w dymie. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że ma słodkawy posmak kataru. Mniej już się na dniach zastanawiam nad wyborami zawodowymi Erica Bany, a bardziej nad swoimi, wszelkimi. Wylądowałem na pewnej uczelni jako asystent... Niebo zwaliło się tym i owym na głowy. Dobre samopoczucie przed pierwszymi zajęciami wynikające z obejrzenia jakże motywującego 'Californication' poszło w cholerę po kontakcie z molochem, w którym przyszło mi statystować... Jak w szpitalu wzrokowo. Reszta jak reszta.

Do sprzedaży trafił nowy numer 'Existence', do którego popełniłem dwie ilustracje. Jedna póki co niżej, druga następnym razem może, bo nie mam czasu szukać płyty z nią.
J***ć PZPN i tego typu rzeczy. O tym wszyscy wiedzą ile muszą. A o tym, że wyrabia mi się nowy klasyk w głowie nie wie nikt prawie jeszcze. Nie mogę powoli żyć bez SNL. Jeśli chcesz mieć moją dozgonną wdzięczność skombinuj mi wszystkie odcinki na DVD, jak nie to nie.



Dostałem dużo Jazzu od doktora jednego, ale na ten sztormowy nadmorski klimat to będzie lepsze może, równie dobre na pewno. Chyba powinienem jednak rozdzielić to zdanie.



A czy o coś chodzi z tym tytułem? O nic. Jesienna gra słów, psia mać!

Sunday, October 4, 2009

ERIC BANA

Po pierwsze załóżmy, że pierwszy akapit poprzedniego wpisu jest niebyły. Drugi niestety wciąż aktualny, reszta jakoś tam się skończyła, ale oko mi wciąż miga, w sumie na nowo.

Do rzeczy, kiedy człowiek zauważa, że coś nie tak z jego własnym życiem? Kiedy zaczyna przejmować się decyzjami Erica Bany co do jego kariery...

Ten film nie wygląda zbyt normalnie... To catch a predator i tego typu sprawy.

W miastach różnych tu i tam, z tego co mi wiadomo pojawiły się plakaty promujące płytę 'Ano' malowniczego zespołu Biff. Całkiem możliwe, że odnotowałbym to tutaj nawet jeśli nie popełniłbym ilustracji dla tej okładki właśnie.
Ta daaa... A co u Christophera Walkena? Family reunion. Enjoy. A że wkrótce halołin:

Tuesday, September 22, 2009

COŚ MOKREGO

Jestem w ciasnej dupie zakończonej metalowymi zwieraczami. Od dłuższego czasu bolą mnie nogi, wszystko zajmuje mi zbyt dużo czasu, a każdy dzień to jeden z tych dni, kiedy masz ochotę stłuc komuś pysk, nawet jeśli przemoc jest dla Ciebie czymś abstrakcyjnym. Potrzebuję nowej tapety w laptopie, nowego laptopa i nowego seksu. A wszystko co w kratkę miga mi przed oczami. No i jeszcze boli mnie gardło.

Podjąłem bardzoooo złąąąą decyzję, widocznie raz do roku jakaś musi zdarzyć. Ale w zeszłym miałem dwie, więc co do cholery. Nie sięgam pamięcią w ten jeszcze wcześniej, już rzadko gdziekolwiek sięgam tą swoją pamięcią. Potrzebuję czegoś cichego i czystego, czegoś zupełnie nowego... może być mokre.

A tymczasem, staram się popełnić coś do nowego magazynu... idzie ciężko, a starania wyglądają tak:

Chciałbym Wam pokazać kilka innych rzeczy, ale wciąż czekam na ich oficjalne premiery. Chciałbym mieć wszystko poukładane i pod kontrolą. Chciałbym zbyt wielu rzeczy, co?



A tak w ogóle to wszystko gra, hahh.

Tuesday, September 15, 2009

CHANCE

Pomieszanie z poplątaniem i inne głupie zwroty.



Teledysku nie ma... bo minimalnie 480 szerokości. Neneneee...

Thursday, September 10, 2009

GOLEM

Leży na mnie pies, na kolanach. Tak się nie da pracować, ale nie chcę go budzić, a tych kilka minut zanim przyjdzie moja matka i zerwie się ten podstarzały szczeniak ze mnie, nic nie zmieni. I tak obecna nasiadówa u moich rodziców jest w miarę produktywna. Dorobili się niezłej kawy, więc jest dobrze. Przyjechałem tu w jednym celu, ale czy mi wyjdzie dowiem się jutro, taki powrót na stare śmieci w filmowym stylu trochę.

Użalania się nad brakiem czasu dla mojego internetowego ekshibicjonizmu w postaci tego tutaj Wam oszczędzę. Taki tylko update: prace nad okładką pewnego zespołu dobiegają końca, z mojej strony w sumie już koniec. Nie wiem czy już mogę napisać dla kogo z Marcinem S. tę okładkę popełniamy, ale zapraszam na koncert 8mego października do Hormona... No trudno, można się zmusić. Jak to z biegiem czasu ulubiony lokal staje się dla człowieka miejscem trefnym. Och, życie... the humanity. Czyli jak tłumaczą dla polskich wersji sitcomów: 'ludzkość'.

I coś tam, coś tam, jak będę miał coś sensownego w końcu to napiszę znowu.

Eat this:

acha... zapomniałem czemu 'golem'. Pies sam gdzieś poszedł.

Thursday, August 27, 2009

SOBIE

Sobie gdzieś zapisałem, co miałem napisać. Przez miesiąc prawie zostawiałem w różnych miejscach, różne bazgroły, a potem o nich zapominałem, a miały być po to, żeby nie zapomnieć. Pewnie miało być o tym, że... Niektórzy mają do siebie tak mało dystansu, że gdy się im uzmysłowi jak zwyczajni są, to mamy aferę. Pewnie miało być też o tym, że pracowałem bardzo dużo, ale nie mogę nic z owoców pokazać, nawet brzoskwinki. Na pewno nie miałem napisać, o swoim 'życiu prywatnym', tym zbyt na bloga prywatnym, więc zostaje to mniej życie.

Dużo było pracy i to nawet nie tyle co jakiejś ciężkiej, ale chwilowe wzloty w projektowaniu, to jednak zbyt mało, żeby przywrócić je do łask. Zwyczajnie cała ta otoczka spóźnionych materiałów, niejasnych funkcji, gównianych pomysłów odgórnych i oddolnych, wszystko to sprawia, że jeśliby potraktować pracę jako wypoczynek, to projektowanie byłoby rekreacyjnym czyszczeniem spieprzonego systemu kloak. Kiedy jeszcze pomyślisz, że co byś nie zrobił, to i tak przyjdzie ktoś i znowu nasra...

Ilustracje w przerwach to inna bajka. Nawet jeśli nie jakieś dające satysfakcję, to dające wymierne korzyści innej maści. A taka inna satysfakcja kupi mi coś ładnego. W najbliższym czasie będę chyba mógł pokazać coś co spełnia moje oczekiwania jakościowe i finansowe, czyli miło. Do tego dwie ilustracje do pewnego magazynu, które będą raczej promocyjne. A człowiek się zarzeka, że sobie odpuści takie sytuacje, tylko że temat interesujący... Sami ocenicie. Ja na pewno, w czasie pracy pewnie już.

No i czas na frywolność dobiega końca, więc wracam do... pppprrrr... układania kwadratów i tekstów.

Na weekend:


PS Widziałem ostatnio niezły film (taaa w kinie), 'State of Play'. Smaczki odsyłają nas do 'Wszystkich Ludzi Prezydenta'. Nie jest aż tak dobrze, ale na pewno jest nieźle i z czystym sumieniem mogę polecić. Jest jeden debilny wątek... I o dziwo tym wątkiem nie jest Ben Affleck w tym filmie. OK, enjoy (oh my god it's Russell Crowe!):... Albo nie, nie chce mi się szukać trailera, który nie byłby po włosku i nie był zablokowany na pieprzonym Youtube. Sami sobie znajdźcie, warto... Albo też nie, bo w przypadku takich filmów oglądanie trailerów to głupota, Wasz wybór, co nie?

I na koniec. Ten nowy film z Washingtonem... Dajcie sobie spokój. A Travolta nawet jak się pieni to wygląda jak pieniący się koleś, który wierzy w ufoludki i powtarzanie co minutę 'matkojebco', nie pomaga.

No to dobranoc.








Thursday, July 30, 2009

YOU'RE THE BOSS APPLESAUCE

Odgrzewany kotlet w przerwie pracy nad magiem, doszedł pocztą LAIF z płytą, której okładkę popełniłem:

Przedweekendowe CMOK w krok:I na koniec, smacznego:

Monday, July 27, 2009

TABOO BOO

Od pierwszego sierpnia (wszystkiego najlepszego Długi, Ty mule bagienny) w sieci kolejny numer MC Magazine
Kilka złowieszczych sesji fotograficznych i po raz kolejny cały zestaw utalentowanych miej lub bardziej ilustratorów, którzy zaszczycili nas swoich prac obecnością. Stay tuned i myj się za uszami...

Parafialnie: nie mam nic do dodania. Zaproszę tylko raz jeden do Alter Ego w Szczecinie pierwszego sierpnia właśnie, a co mi tam.
Jak ostatnio pewnie nie będzie, ale może to i lepiej, uff.




Monday, July 20, 2009

LIPIEC BLOODY LIPIEC

Long time no see! Tym, którym zdarza się tu zaglądać (współczuję) jestem chyba winny jakieś tam coś... Nieważne. Ku końcowi ma się lipiec. Nie wiem jak Wasz, ale mój był, na pewno napakowany różnymi rzeczami. Poza pracą, jak zwykle, był sobie plener (w sumie to na przełomie, ale co tam) w Kamieniu Pomorskim. Impreza w Kanie, która zaowocowała podmianą ciuchów. Irek Kuriata zgarnął pierwsze miejsce w konkursie na logo Szczecin 2000 coś tam. W zeszły weekend było Boogie Brain, równie dobre o ile nie lepsze niż rok temu. Mocny pobyt w Goleniowie... No i umarł Zbigniew Zapasiewicz, to akurat bardzo niefajnie.Mniej więcej więc po kolei. Plener w Kamieniu był 'mega' jak to mawiały młode orły napotkane, studenci WSSU szczecińskiej. Klaskaliśmy na auta marki Golf, a niektórzy mylący je na początku z wszelkimi innymi samochodami, po czasie byli w stanie je rozpoznać z kilometra po światłach zarysie. Spało się na trzystu letniej plebanii, która w środku wyglądała i pachnęła swoimi latami. Najciekawsza rzecz w Kamieniu... brak młodych ludzi. Najmniej ciekawa... brak młodych ludzi. Osobom, które tam wpadną z pełnym przekonaniem polecam imprezę w namiocie za smażalnią, murowane doznawanie niedoznawalnych doznań.
Z imprezy z Kany nie mam fot, ale pozostała mi bluza z kapturem, która pasuje na mnie idealnie, a to nieczęste z takim łbem. Przechodząc więc do Irka sukcesu... pozamiatał!

W Goleniowie miało być spokojnie i relaksująco, ale wyszło jak zwykle, a nawet gorzej. Poza tym tam się nie da pracować, o!

Boogie Brain było malownicze, nawet mimo początkowej powodzi w mieście (Boogie Rain)
. Roy Ayers był prześwietny, tylko niepokoił mnie jego wygląd i to, że zrobiło się po kilku kawałkach zbyt acceptable in the 80's. Najwięcej ognia było pod koniec, czyli DJ Storm i kolejna część Mistikz... Tylko znowu to ucięcie całości na końcu i chamski dźwięk zamykania Windows... lame. After w City Hall... jakoś chyba za mokro i zmęczono było, ale odhaczone.A i popełniłem okładkę dla Boogie do magazynu Laif, żeby nie było!
Cały obraz psuje śmierć Zbigniewa Zapasiewicza. Nie szafuję słowem idol. Idolem może być kogoś kogo znacie, tak dla mnie. Ale akurat w przypadku Zapasiewicza, mogę powiedzieć, że to był mój idol. Opierając to tylko na kilku jego wypowiedziach prywatnych, zachowaniach z relacji i ról. Najlepszy aktor jakiego widziałem, którego same słowa elektryzowały... No szkoda takich ludzi, wielka.

PS Pierwszego sierpnia wychodzi nowy MC Magazine, potwierdzeni są nowi ilustratorzy i graficy z rodzimego podwórka. Więcej szczegółów później.

Na koniec jak to często na końcu bywa: motyw przewodni tegorocznego Boogie. Aaaaa i wszystkich zapraszam do Alter Ego w Szczecinie 1ego sierpnia, będzie bujało, chyba.




Monday, June 22, 2009

BRAVE MEN...

...run in my family. Czy jak to się mówi. Znalazłem podczas niepotrzebnych do końca porządków starą warsztatową i postanowiłem ją pociąć. Czyli że niedługo stanie się częścią mych zrzutów z nadgarstka w wersji diżital. Widać, że dużo jeszcze pracy nad tym, taki mocny draft, ale chyba pozostanę przy brudzie, zlikwiduję tylko nieaktualne już hasła polityczne. Musiałem być mocno wkurwiony jak to dziergałem w blasze.

Pojutrze czeka mnie chwilowy pobyt w Kamieniu Pomorskim. Tja, znaczy się plener. A co na plenerze to się nie liczy jak mi przypomniano. Więc to, że postaram się odpocząć się nie liczy.

Nad rozpisywanym ponad miarę głupim postem rozświetliła się koperta... Spam z Amnesty zapewne.

Eat this i spać do cholery:


Czy ja juz tego nie wrzucałem... Jebać.


Friday, June 19, 2009

TEACHERS

Bo też chcę mieć na swoim albumie taki kawałek. Metafora taka. Mój ojciec na działce.

PS Wszystkiego lepszego dla pana Zło.

Thursday, June 18, 2009

STRAWBERRY TART

Zwykłem byłem (za dużo reklam) uwielbiać Family Guya. Szósty sezon jest świetny, pierwszy, którego obejrzałem bez konieczności zmagania się ze skazanym na porażkę polskim tłumaczeniem i jakże charakterystycznym dla naszego kraju rozwiązaniem w postaci lektora. Wciąż to dużo lepsze niż dubbing, gorsze niż napisy, które służą w sumie do filmów z biednym dźwiękiem lub francuskich. Kiedyś Wojciech Malajkat (jakoś do jego fizjonomii bardziej pasuje Wojtek, ale co tam) prowadził talk show w bodajże TV 4 i w jednym z odcinków wraz z muzykiem zawsze towarzyszącym, który był chyba podróbą innego muzyka o fryzurze pudla, rozprawiali o wyższości dubbingu nad lektorem i zacofaniu Polski w tym obszarze. Było coś żenującego w ich przekonaniu do swojej dziwnej racji. Taka wyreżyserowana, niewinna głupota. Sprawiali wrażenie podekscytowanych do czerwoności misjonarzy, wieszczącym nam wiesniakom odkrycie penicyliny i chcących wygnać szamana w las. Pomijając to, że głos, intonacja, cholerna barwa głosu jest częścią gry aktorskiej, to co im szkodzi pan Knapik? Zza jego i innych lektorów głosu możemy usłyszeć De Niro, a nie interpretację jego roli w wykonaniu Żaka.

Poza tym, chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że polski dubbing mógłby sprawić zamienić, powiedzmy 21 Gramów w groteskową komedię. Kto oglądał przeróżne dubbingowane kreskówki, wie że ci ludzie mają często taki problem z jako takim dopasowaniem głosu do paszczy, że zwyczajnie bełkoczą, raz szybciej raz wolniej. Powstają karykatury, akcentowe potwory i sylabowe łańcuchy górskie. Ale na zachodzie mają dubbing... Nie, nie czepiam się tego. Tego chciał się uczepić Malajkat. Po jakimś czasie jego program przejął Michał Ogórek, ale z tego już akurat nic nie pamiętam.

Wracając do równie mało istotnego tematu z początku - siódmy sezon Family Guya jest nudny i przewidywalny co gorsze. Nawet bez dubbingu, lektora i napisów, czyli w najlepszej możliwej formie. Nie chodzi o to, że wciąż mamy te same mechanizmy, to specyfika tego serialu. Chodzi o to, że zaczęły się one robic zwyczajnie słabe i podobne w strukturze, do wcześniejszych... Może juz zbyt bardzo. Szósty sezon widziałem sto razy. Siódmego nie mogę skończyć.

Przykład beznadzei? Cała rodzina siedzi w restauracji, klimat lat 50., mamy więc Elvisa, Marylin i... Jamesa Deana po wypadku. Przyjmuje zamówienie, z głowy leje się krew. To już nie jest popkulturowo - absurdalne, to jest zwyczajnie słabe. OK, zaraz po tym mamy Clevelanda, który po wejściu do tej samej restauracji zostaje potraktowany armatka wodną przez policjantów z psami (zapłacić mandat!) i mówi: 'That brings me back.' Ale to tylko jeden z niewielu dobrych momentów. Byc może w South Parku mieli rację na temat scenarzystów z FG. Losowanie piłeczek.

Można tylko tęsknić za kakapeepeepoopooshire... Czy jakoś tak.

Przedweekendowo... z siódmego sezonu, echh:



Tak, przeciąganie w nieskończoność też już tak nie smakuje jak kiedyś.

Tuesday, June 16, 2009

!!!!!!!!

Jest już nowy jakże... średni teledysk Sonic Youth. Ale i tak fajnie.


Monday, June 15, 2009

KOLIŻON

Zapanowałem właśnie nad swoim już prawie miesięcznym spowolnieniem. Był sobie Wrocław znowu: taksiarz dres (proszę nie dotykać mego Merca), zakupy przed deszczem, wódzia i dowcipy o Jasiu i główce. Strasznie mnie świerzbi tatuaż kotwicy i żeby pójść na imprezę, na którą jestem za stary, ale nic z tego nie wyjdzie. Przeczytałem książkę, która jest komiksem i zupełnie bez związku z tym wkrótce chyba coś zmaluję sam dla siebie, i pewnie wszystkim się spodoba, bo zawsze się podoba.

Dajcie mi trochę swoich emocji i sił witalnych, z resztą jak Was spotkam, sam sobie wezmę.

Aaaaa, Orlando przegrało, więc spokój z wpisami o ocieraniu się dwumetrowych facetów na jakiś czas.

Macki zła itd... smell you later?

Thursday, June 4, 2009

LA - CEL... MAGIC - GAME 01


Miał być Boston... Jest Orlando. Faworyt jest jeden. Ja swojego nie mam. Dzisiaj w nocy, reagując na krzepiący apel 'z czuba.pl', postanowiłem wypocić kilka słów na żywo w czasie meczu. Człowiek nocami pracuje, więc czemu nie, a pewnie niewiele osób będzie komentowało mecz ze... słyszenia. Radio NBA, tak jest. Tylko teraz czy wybrać stację z Orlando, czy z LA. W pierwszej pewnie będą chwalić Gortata za brudną robotę w obronie. Drugie radio może mu wytknąć 'ostertagowość', której nikt u nas nie dostrzega... Zobaczymy co bardziej zabawne. Może połowa tu, a połowa tam.

12: 24 - Gortat mówi, że zaczyna być dla niego uciążliwe zainteresowanie jego osobą i że ma nadzieję, że po finałach to się zmieni; całkiem możliwe... na tę godzinę

18:06 - wpis dostrzeżony na 'z czuba'; misja - wyłapywanie komentarzy o Gortacie, obym nie zasnął w oczekiwaniu na takowe

18:11 - z tym godzinnym w metodzie wpisywaniem, to chyba przesadzam; do drugiej - napisał sam do siebie

22:37 - i oczywiście mały problem; strona NBA mi się wygłupia; cofam to, nie wygłupia się; a jednak... na stronach 'sport.pl' jest dzisiaj chyba więcej materiałów o koszykówce i finałach niż o Kubicy, cieszcie się tym dniem, może się więcej nigdy nie powtórzyć

22:40 - tak sobie myślę, że jest coś co odciąga uwagę od 'ostertagowości' Gortata na boisku - wygląda groźniej niż przeciętny Longley... tylko te opaski na rekach, ni to na nadgarstkach ni to przed łokciem; wygląda to trochę, jakby nie do końca wiedział co to, ale dawali to założył

00:55 - z jednej strony można się przyczepić, że w sumie 'polski książe' to tylko rezerwowy, więc po co to zamieszanie, ale w czasach do których wielu komentujących się odwołuje (dynastia byków, nba na dsf i w tvp) człowiek pamiętał każdego jednego zawodnika z drużyn występujących w play off... Randy Brown anybody? Hersey Hawkins? mmm było pięknie

00:59 - zeszłe finały miały być tymi wymarzonymi, na szczęście obyło się bez dramaturgii i Boston dał Lakersom mocno w d...; mimo tego, że wielu wątpiło po tym jak męczyli się w play offs; teraz obawiam się, że Lakersi zrobią z Orlando to co Boston zrobił im rok temu; obawiam się, bo z uwagi, że obie drużyny są jak dla mnie równie OK, to akurat tym razem fajnie byłoby mieć zacięty finał, szczególnie po takich play offach

01:03 - nie będzie słowa o Le Bronie Baleronie, Le Bron is Le Gone, jak napisali w 'Deadspin'; dopóki nie zagra w NY albo Netsach, będzie dla mnie tym kolesiem z Cleveland, nie Craigiem Ehlo, tym drugim... no bo jak można się ekscytować Cleveland; to jak kibicowanie Odrze Wodzisław (nawet gdyby grał w niej Kaka, a życia z nazwiskiem by łatwego nie miał u nas) - tak jakoś padło na Wodzisław, jest jakiś klub w Toruniu?

01:16 - 'Amazing' Kanye 'Gay Fish' Westa na rozgrzewkę; czemu nikt mu nie ukradł tego czegoś przez co śpiewa na ostatniej płycie; jakoś to się nazywa, 'kaloryfer Cher', też kiedyś przez to śpiewała, też nie było zabawne

01:54 - OK, nie wierzę; w pasku sport.pl na głównej stronie gazety pojawiła się zakładka NBA... nawet jeśli tylko na te tygodnie teraz... cudownie

02:01 - mniej cudownie, mam pociąg do Wrocławia za 3 godziny, więc przegapię końcówkę pewnie akurat w tramwaju na dworzec, arghhh

02:17 - zakładam, że jeśli nawet to nie jest jakiś wymóg, to chyba trenerom zwyczajnie od zawsze wypada pokazywać się na ławce w garniturach; Van Gundy powinien mieć jednak 'causal friday everyday', taki specjalnie dla niego; wyglądał by jak swojak w dresie przy linii; garnitury mu ewidentnie nie leżą, gdy popatrzeć na... jakiekolwiek zdjęcie trenera Orlando w garnku

02:35 - dziwne, w sumie im bliżej meczu tym bardziej wierzę, że Orlando namiesza; i może rzeczywiście będzie i zakładka 'Marcin Gortat' na sport.pl; heheh

02:36 - na stronie NBA konferencja finałowa na żywo... post ozdobiony zdjęciem komisarza Sterna, może więc nie warto? nie warto

02:51 - pierwsza kwarta z radiem Magic, druga z LA; chociaż pewnie 'młot' wejdzie w drugiej dopiero

02:58 - oczywiście lekki poślizg pewnie będzie w początku radiowej relacji; gdyby coś poszło Gortatowi nie tak (6 fauli w 10 minut), zawsze można to zwalić na różnicę czasu, przecież w Łodzi ciemno i śpią

03:12 - no to ja wypadam z gry... radio nie działa, nie wiem czy tylko u mnie; nie ma podziału na stacje lokalne, tylko na ESPN, Canal+ itd... dziękujemy ci NBA, tsssst; pozostaje 'z czuba' i boxscore na żywo... echhh

OVER and OUT

dzięki wszystkim dobrym duszom próbującym wskrzesić te relację, wracam na mecz trzy; tymczasem Gortat jakby... daje radę

Sunday, May 31, 2009

MAGAZYN ILUSTROWANY

Z jak najczystszym sumieniem polecam nowy MC Magazine. Mam przyjemność donieść, że w tym magazynie swoje ilustracje pokazują: Ada Buchholc, Beata Szczecińska, Agata Dudek i Joanna Safranow. Szczególnie polecam prace tej ostatniej, bo choć żałuję, że nie ma ich więcej,to są naprawdę przedobre. Czyste złoto i wariactwo. Jak zwykle do tego sesje foto i jakiś tam mój kolab.

Ok mniejsza już z tym, bo Wisła jest mistrzem, co mnie cieszy niezmiernie.
foto: PAP

A właśnie teraz Orlando klepie tyłek Cleveland, co jest też dobrą dla mnie wiadomością. Jeśli lubicie świetnego kosza, a nie macie TV puszczającego finały - polecam radio na stronie NBA, fajna rzecz. Gortat pograł póki co z 5 minut (3 zbiórki, 2 faule) i chociaż statystycznie nie wygląda to jakoś dobrze, to go chwalą, bo swoje zrobił i koleś broni. James zamula, a Howard rządzi. No to chyba będą finały LA - Orlando. I dobrze... uuu dostał piąty faul Howard, hmm. Jeszcze pięć minut.

A na koniec weekendu:


Friday, May 15, 2009

DUŻE DZIECI

Boston przyprawia mnie o... jakiekolwiek emocje. Jest po 3 z Orlando i chyba już nawet ja nie wierzę, że coś z tego będzie, chociaż nie wierzyłem też, że wygrają szósty mecz na wyjeździe. Nieważne, co najfajniejsze się wydarzyć miało, wydarzyło się. 'Big Baby' potrącił grube dziecko. Aż dziw, że ludzie zareagowali na to z lekkim opóźnieniem, przekomicznie było. Ojciec bachora wysłał oficjalną skargę do ligi... Ale chyba nawet w Orlando mają go przez to za kretyna. A to zdjęcie obiegło już chyba wszystkie możliwe serwisy i blogi koszykarskie, ale co tam:

Szkoda jednak Bostonu. No do cholery jak można się ekscytować Cleveland? Nowy Jork to Nowy Jork; Boston miał 'Cheers' i wciąż ma Celtics; Orlando miało Shaqa i chyba Disneyworld; Seattle... dużo rzeczy miało i Kempa; Nowy Orlean to Nowy Orlean; Minnesota miała 'Fargo' i Garnetta; Charlotte miało Bougesa i Rice'a; LA to LA; Portland miało Drexlera i fajną drużynę, jak Sacramento w sumie też; Utah jest tak żenujące, że aż człowiek ma do nich sentyment; Miami miało Mourninga; Indiana Millera i Smitsa; New jersey... podobnie jak Utah chyba, ale mieli też rodzinę Soprano (o ile dobrze pamiętam); Denver miało Mutombo i zajebistą serią z nim kiedyś z ósmego miejsca; Detroit rządzi i ma samochody... bankrutujące; Houston miało swój czas i zabawnego T-Maca teraz z jajo Mingiem; Atlanta hmmm, też są jakoś z dupy; Toronto jest w kanadzie i mieli Cartera z kolanami; Washington jest w Waszyngtonie i kiedyś nazywali się Bullets (mmm Sheed i Howard); Golden State miało Sprewella; Phoenix - Barkleya i finały z Bykami; Chicago - wiadomo; Memphis miało króla, a Oklahoma jest zwyczajnie znienawidzona za Seattle. co ma Cleveland? Balerona. Mieli też Craiga Ehlo i Drew Carey Show... ale to wciąż jakoś trąci myszką.

Z tematów ilustracyjnych - powstał człowiek w masce wilka na plakat Art of Existe
nce. A powstawał mniej więcej tak:
No nic, na zwyczajny weekend:


Thursday, May 7, 2009

RONDOOOOOO

I jeśli nie chodzi o pijalnię piwa przy Ku Słońcu, to wiadomo, ze Boston wygrał, a Rajon zrobił coś co się nazywa triple double... nie wiem po tym meczu chyba średnie mu wrócą na poziom TD znowu. Ale to najlepsze hahh!



Tyle na dzisiaj... I nie jedzcie kebabów!

Wednesday, May 6, 2009

RELIŁOSNE

Wieje jak cholera i pada, ale i tak w miarę przyjemny sposób, że tak dla odmiany. Boston wygrał w końcu z Bulls, ale zanim się zacząłem z tego cieszyć... Przegrali w domu z Magic pierwszy mecz serii. Orlando jest OK, Turek daje radę, Lewis chyba kiedyś grał w Seattle, więc też, oprócz tego Howard i poliżhamer - drewniak, ale własny. Tylko sentyment do C's przeważa i nawet jeśli grają jak grają, to i tak wydaje mi się, że tylko oni mają na wschodzie szanse powstrzymać Joe Smitha i resztę (bheheh). Niech wystarczą słowa Gortata, który powiedział, że Boston wskoczył na swój normalny bieg kiedy dogonił ich z trzydziestu punktów straty... Co to mówi o Orlando... W sam raz jak dla mnie mówi.

Ale nie o tym wpis. Udało mi się zobaczyć (w kiiinieee oczywiście) 'Religulous' Billa Mahera ostatnimi czasy. Polecam. Nie jest to jakiś poważny głos w debacie między ateistami, a wyznawcami religii głównych, ale dla tych, którzy są tematem zainteresowani, albo tych, którzy chcą się w pewnych rzeczach utwierdzić... jak najbardziej. Poza tym to jest cholernie zabawne. Maher to znany za wodą komentator polityczny, ale i komik. Cholernie inteligentny i cyniczny, ale (co istotne dla tego filmu oceny) i mający jakiś tam szacunek dla osób o odmiennych przekonaniach.



Może i często powtarza te same argumenty, a jego rozówcy nie są czasem zbyt rozgarnięci, jednak film warto obejrzeć. Wytyka religijnym przywódcom to o czym zapominamy, że wytykane być powinno. Obnaża głupotę dogmatów i śmieszność pism świętych dla tych i innych. Jednak najważniejsze jest przesłanie, nawet jeśli łopatologiczne.

A w warstwie formalnej... Prześmieszne, chwilami zabójcze. Wstawki montażowe - genialne. Maher - typowy mądrala z towarzystwa, ale że z mojej politycznej (tak politycznej w kontekście też tego filmu) bajki, to mnie jego historia urzeka.

A na zwyczajną środę:




Saturday, May 2, 2009

MAJOWY KORUNIU

Niedługi weekend, czyli wybredne gołębie, morski korek, magiczna kaseta grająca ajpodem i pierwszy ogródek wiejski...


A pies dostał kość.

Friday, May 1, 2009

GNIJE ZIELONE

K*********************************A OK, jedna z najbardziej emocjonujacych serii ever... Tylko co z tego kiedy ja chce, żeby Celtics w końcu wygrali ten szajs...



...niech chociaż wyjdą z pierwszej rundy. Potem mogą sobie odpadać. Ray Ray wrzucił 51 pkt, and that was good, Rondo skrewił trochę... w końcówce bardzo. Echh.
A poliżhamer miał chwilę, to sobie wykorzystał:



Oj tak, póki Celtics grają, to będzie mocno sportowo tutaj chyba.

Thursday, April 30, 2009

'JESTEM PSEM...


...ciężko mi stać w samochodzie'. Ktoś to zna? No? No? Pozwoliłem sobie na zaadresowanie tak bezpośrednio do czytelników, bo według tego stat countera na samym dole bloga wynika, że jeśli nawet nie czyta, to nawet trochę osób wpada na tę stronę. I nawet jeśli to jakiś zwykły random, to i tak z pięć osób dziennie, może czyta... Ten akapit miał sens, wierzę w to, tak wewnątrz siebie.

OK, jeśli dalej nie kojarzycie, to dwa kolejne cytaty: 'Życie to nie je bajka' oraz już prosty strasznie 'W szafie jest straszna małpa'.

A dlaczego kolejny psi tytuł? Oglądałem kątem oka (czwarty chyba raz) 'Marley and Me' tej nocy, podczas pracy. Wczoraj kupiłem swojemu psu kość i w ogóle zanim tęsknie... no co?

Film się skończył i zaatakowało mnie TVN 24. Pandemia... Polaku, oto Twoje nowe ulubione słowo. Cholera, człowiek zdaje sobie sprawę, jak tragiczne są media, kiedy informują Cię o pandemii grypy z równą powagą, co kiedy mówią o bzdurach. Przydałoby się jednak jakieś stopniowanie. Teraz kiedy słyszysz, że typ odpowiedzialny za zdrowie w Unii mówi o prawdopodobnych tysiącach zgonów w przyszłości na naszym kontynencie, to i tak nie wierzysz, bo pamiętasz o ptasiej grypie i pompowaniu balona wtedy. Poza tym, przepraszam, ale zaczęło się w Meksyku... Kto słyszał stand up Silverman o stosunku z Meksyku mieszkańcem i tygodniowej biegunce po tym, wie o co chodzi. Jeśli do tej pory zginęło tam około stu osób, to jakoś nie widzę zarazy kładącej Europę na kolana. Ale może to tylko przez tę pogoń mediów za sensacją, a za rok będziemy mieli sceny jak z 'Blindness'.

Jakiś mądrze wyglądający facet z chyba delegacji Polskiej na spotkanie kryzysowe przynajmniej uspokoił mnie, że ten wirus to mieszanka wirusów: ptasiego, ludzkiego i świńskiego. Nie mówmy więc między sobą o świńskiej grypie, jakoś dennie jest umrzeć na coś takiego... I co z tego, że to nie było zabawne?

Fajniejsza sprawa w dzisiejszych newsach - związkowcy. Dobra, rozumiem to, że walczą o swoje itd... Ale do cholery, niech wybiorą swojego rzecznika, bo kiedy koleś z wąsem mówi o hitlerowcach z policji... Bhahhahh. Sorry chłopaki, ale rzucaliście kamieniami w policjantów i waliliście w nich czym popadnie. Jeśli gaz w wąsy to nie jest adekwatny środek przeciwdziałania, to może chcieliście gumowych kul? Na dodatek facet określony jako 'związkowy jastrząb' (wtf?) mówi, że to nie był gaz pieprzowy, tylko jakieś bojowe środki chemiczne, hmm. Bycie chamskim liberałem dostarcza miłych chwil. Spróbuj.

Życzę prawie wszystkim relakscyjnego niedługiego weekendu. Na tę okazję:

PS Ktoś w komentarzu do poprzedniego posta spytał, czy w Szczecinie nic się nie dzieje. A dzieje się, dzisiaj w Alter Ago 'Live Act Night #4', polecam, nawet jeśli się nie wybieram, o!

Friday, April 24, 2009

MILKIN' THAT PUPPY

Nudy, nudy, nudy. A raczej praca, praca, praca... ale jaka nudna praca, chwilami, aż nudna najbardziej. Przynajmniej play offy się zaczęły. Z dalszym smutnym przekonaniem, że Boston ma pozamiatane (szczególnie po pierwszych dwóch meczach i kontuzji Powe) zeszłej nocy coś drgnęło. Rondo rządzi, a byki zostały zmiecione z powierzchni Ziemi. 'MILKIN" THAT PUPPY' jak powiedział jeden z komentatorów w bostońskim radio. Do tego ślimoza z San Antonio dostała mocno od Dallas i chociaż za tymi drugimi też nie przepadam, to czas już się żegnać z dziadami co rozbiły kiedyś Knicksów ze Sprewellem. A to niżej chyba z... sprawdzę skąd, ale zło.

Zło, zło. Nawet nie jest tak strasznie z tą nudą, ale Corel mi głupieje, kiedy wleję w jego czeluście więcej niż trzy akapity tekstu... Niedobrze. Dzisiaj postanowiłem chwilę odpocząć... i się nudzę, bo chyba się oduczyłem sam czas spędzać - się człowiek zmienia jednak, a piwo smakuje jak maszmelołs.

A z parafii szeroko pojętej płodności ilustracyjnej - w Empikach pojawiło się nowe wydawnictwo, 'Existence' z moimi okładami dwustronnie. Trochę zabójcze podobieństwo nazwy do 'Exklusiva' mojego ulu
bieńca, szczególnie, że tematyka strasznie daleko nie odbiega, no może oprócz tego, że jest dla starszych ludzi chyba i bardziej już ustawionych, czyli nie dla mnie. Starałem się coś w tam przeczytać, ale za ciężkie to, żeby zanieść do kibla.


Rage listy jak widać zarzucone, bo mi się nie chce.

Bujaj dziwaczny czytelniku tego bloga:

Sunday, April 12, 2009

BLA BLA

Rage listy nie było, bo mi się zapomniało. Dzisiaj beznadziejny strumień pisaniny, możliwe, że skończy się za sekundę. Zalany falą chrześcijańskiej telewizji i porządków w mieszkaniu rodziców człowiek jednak, nawet mimo woli może wpaść w jakąś zadumę, czy inny tego typu zapychacz czasu. Milion buteleczek z niemieckich farmacji w Twoim domu rodzinnym może sprawić, że zaczniesz się zastanawiać co tu się do cholery stało po Twoim wyjeździe. Pies jest upierdliwy, a mi się nic nie chce, chociaż się staram... dobra koniec. Ateistyczne 'miłego dnia' i grzecznościowe 'wzajemnie' dla tych, co mnie uprzedzili.

A ostatni zrzut z nadgarstka wygląda tak:

Saturday, April 4, 2009

REFRESHED

Mmmmm, nie ma nic lepszego niż dwie godziny kosza w tej temperaturze z samego rana i to z koszem, który ma siatkę... Niemożliwe? A jednak. Mmmmm jea.

Public Enemy i Ellen Allien na uszach, tylko jedna fajka przez czas cały... Niebo.

Friday, April 3, 2009

'I SHAKE MY FIST AT...' #4... ale w umiarkowany sposób

Jeśli dzisiaj nie widzieliście tej cholernej wiosny, to nie wiem gdzie mieszkacie, może w Rawiczu, tam pewnie zawsze jest zimno i pada, i zimno i pada. Mniejsza. Lista w tym tygodniu będzie bardzo na siłę, bo niby co może kogokolwiek irytować w taką pogodę? Wszystko schodzi na dalszy plan... I z tego dalszego planu właśnie:

1. Prezes K. - tak mnie wkurza... Bardziej rozbawia w sumie. I don't give a fuck.

2. Dysku
sje o reprezentacji - nie wiem, może moje 'czucie' sportu jest jakieś dziwne. Wolę takie mecze jak ten z San Marino i nic mnie nie obchodzi, że są fatalni - kopanie dupy to kopanie dupy i miło się takie ogląda. Kiedy w zeszłym roku Boston rozniósł w szóstym meczu finałów Lakers, to było świetne... na pewno lepsze niż te cholerne emocje niedoszłego siódmego meczu. Cała reszta... I don't give a fuck. A dla tych kolesi w dziwnych czapkach na meczach reprezentacji... te czapki są cholernie dziwne!!

3. Taksówkarze, choć mili to w złej chwili - nie, nie chcę gadać o pogodzie, korkach, wypadkach i ile razy jeździsz w moje okolice... I dlaczego opuszczanie szyby nie działa z tyłu? Ale co mi tam. I don't give a fuck.

4. Wrocław - dlaczego tam jest zawsze cieplej niż w Szczecinie? Nie, nie dlatego, że Szczecin jest nad morzem, tsss.

5. Zygzak - przytul małpo drzewo razem ze swoimi prawicowymi kolesiami i poczuj korzenie. Nawet jeśli się zdarzają takie rodzynki, to z powodu wiosny może czuję mocno liberalne powietrze nad tym grajdołem wciąż i niedługo się zagęści, mmmmm 'I feel refreshed!' - jak powiedział ojciec do Jezusa w 'He got game'.

6. Brudne okna - mam takich siedem, ale jutro będą czyste, więc I don't give a fuck.

7. Muzyka - nie mogę znależć tego, czego chciałbym słuchać... Potrafię sobie te dźwięki wyobrazić: coś między Manitobą, Clarkiem, muzyką z bajek, a Westem... Jeszcze się gdzieś trafi.


8. Nie chce mi się pić, chce mi się palić - nie zapaliłem od lat i mi to pasuje, ale jakoś mam dziwną ochotę chwilami ostatnio. Ale to jak z ochotą na owłosioną golonkę pewnie (nigdy jakoś nie miałem, ale pewnie tak), niby ją masz, ale nie zjesz bo po co? Nie chce mi się pić, a weekend tuż, już. I to chyba dobrze...

9. Tusz do drukarki - kupuję od roku... Ale w sumie, I don't give a fuck.

10. Ubezpieczenie i emerytura - Pamietaj synu, jak dorośniesz możesz być wolnym strzelcem. Wszyscy będą ci zazdrościć swobody (chyba, że będą mieli więcej kasy), będziesz mógł mieszkać gdzie chcesz, pracować kiedy chcesz, jeść i spać kiedy chcesz... Ale jak się zestarzejesz, to wylądujesz na ulicy. Jak złamiesz rękę, będziesz w długach bez pracy... Ja tego nie dożyję, więc... I don't give a fuck.

Udało się dobrnąć do wątpliwej dziesiątki, a nawet mam jedenastkę... Rzeczy, które nie zostały wykorzystane nigdy, a szkoda może. Tak jak ta na dole:

Wednesday, April 1, 2009

MC MAG GAY ISSUE

Dzisiaj powinien się pojawić nowy numer MC Magazine - Gay Issue. Ale z uwagi na chyba żart kolesi z IT, mamy już 7 godzin obsuwy gdy to piszę. Ludzie się napracowali przy nim, mniejsza ze mną, a tu nic wciąż... Nieważne, ważne, nieważne.

To wydanie jest trzy razy większe od poprzedniego. Szesnaście działów, czternaście editoriali. W tym specjalnie poukładane dla nas prace Mateusza Kołka w zestaw pod malowniczym tytułem 'Longin for the Sun.' Do tego kilka perełek w fashion i beauty.

Miała to być dobra rozgrzewka przed numerem czerwcowym - Graphic Issue, który ma być prześwietny. Od dzisiaj staram się zwerbować do tego numeru znanych mi, lub znanych ogólnie ilustratorów. Ijeaaa... a póki co muszę patrzeć na cholerny lutowy numer.

A z innej beczki... wiosna?
Wiosna. A siekiera wygląda tak:

Monday, March 23, 2009

WIOSNA WROCŁAWSKA, THAT'S RIGHT MUTHAFUCKA

Ok, blog zapóźniony jest jak cholera, ale ja w sumie też. Ogólnie magazyn się szykuje, co spycha wszystko na bok, ale nieważne, bo to nadchodzące wydanie może być nawet niezłe. Mamy dużo editoriali, a co drugi to lepszy. Czyli pierwszego kwietnia zapraszam - MC Magazine GAY Issue.

Ilustracje się lekko ożywiły, ale tylko po to, żeby gwałtownie paść na twarz. Popełniłem 'WIOSNĘ', i miała to byc wiosna, że ho ho, a wyszło jak zwykle, a nawet gorzej. Kolory jakoś nie teges, miało być dużo szczegółów, cierpliwości starczyło tylko na pannę w środku i psa... No nic.


Szykuje się nowy plakat dla Radia... stay tuned muthafacka. Z innej beczki również... kto nie zna niech pozna. Poleciła mi tego faceta pewna osoba, nosząca różowe majtki do żołtych skarpet. Większość jego filmów jest nawet zabawna, więc polecam i resztę:



A że siedzę we Wrocławiu, to pobyt wygląda
chwilami tak:

Sunday, March 22, 2009

'I SHAKE MY FIST AT...' #3

Bardzo z różnych powodów spóźniona lista rzeczy irytujących, pisana dwa dni temu w pociągu w wersji retro na papierze, więc z małą korektą i czasem na rozczytanie się w sobie samym... Oto więc rzeczy wkurzające moją marudną osobę w tygodniu zeszłym i w pociągu nawet bardziej:

1. Moja niemożność pisania we wszelkich miejscach poruszających się w innym torze i z większą prędkością niż nasza planeta. Jak wspomniałem wyżej notatki do tego wpisu robię z nudów w pociągu i tak jak pisząc je myślałem, za cholerę się rozczytać nie mogę. Zawsze to samo, szlag.

2. Rachunek za prąd - jak w sumie wszystkie rachunki, ale ten tym razem za prąd to był szczyt wszystkiego. Dużo wyższy niż ostatni, a ostatni był i tak wysoki. Popadam w paranoję, zaczynam mieć wrażenie, że kiedy śpię budzą się sprzęty rtv/agd i urządzają sobie zakrapiane kilowatami imprezy. Czajnik napełnia się naprzemiennie z bojlerem i grzeją się razem przy elektrycznych grzejnikach. Mniej sypiam, jest taniej.

3. Boston Celtics - przepieprzają wszystko, co do przepieprzenia jest... ok, w ostatnie dwie noce wygrali, bo KG wrócił i nawet jeśli nie gra jeszcze tyle ile powinien, to jest lepiej, ale już za póżno na pierwsze miejsce w konferencji nawet. A to dla nich koniec. Poza domem dostają po tyłkach. Jeśli nie obronią tytułu, to ludzie będa mówili, że w zeszłym sezonie im się przyfarciło. Mnie to już nie będzie pewnie obchodziło, ale teraz jeszcze mnie obchodzi. Żeby chociaż wygrali Lakers, jeśli już nie oni.

4. Moja pieprzona efektywność - siadam do pracy, biurko wytarte, dokoła porządek, gary umyte, notatnik obok, papierosy i kawa... Tylko, że wstałem 8 godzin temu.

5. Rawicz - czemu tak długo stoję w cholernym Rawiczu? Z tego co widać przez okno, mieszka tu pięć osób. Dwóch dresów i trzy lampucery. Czemu więc do cholery tak długo czekam w Rawiczu?

6. Pamięć - ostatnio mi bardzo szwankuje, albo nawet od dłuższego czasu, właśnie nie pamietam za nic. Tak czy inaczej od czasu jakiegoś. Przez cały tydzień tyle rzeczy mnie wkurzało i miałem je sobie notować, ale zapomniałem, a teraz nie pamiętam tych rzeczy, przez to właśnie i przez to, że pamięć mi siada... I chyba zdolność pisania z jakimkolwiek sensem też.

7. Naćpana prezydenta - to mnie w sumie nawet nie wkurza. Prezydent w rozmowie z premierem pokazał trochę ludzkiej twarzy i potocznego słownictwa, raczej nie młodzieżowego... Ten tekst można chyba datować na czasy kiedy bracia wozili się razem w takim paskudnym swetrze takim, nie pamiętam jakim... ta pamięć. Tego, że chodzili w jednym, mogę się tylko domyślać, bo wtedy to był kryzys dopiero.

8. Wrocław - kiedy pisałem pierwotną wersję, byłem godzinę od Wrocławia, teraz jestem od dwóch dni na miejscu, więc w sumie już nie ma sie czym wkurzać.

9. Maile io telefony - nie pisz do mnie, nie dzwoń do mnie. Ku mojej uciesze, jakoś nikt nie dzwoni.

10. Przebrzmiałe gwiazdy hollywood z własnymi sitcomami - przede wszystkim James Belushi, a potem zaraz Cybill Shepard. kto widział ten wie, ale ten wątek zasługuje na oddzielne potraktowanie wkrótce.

Uhhh, grrr, do nastepnego tygodnia, muthafuuuuckaaaa.

Thursday, March 12, 2009

'I SHAKE MY FIST AT...' #2

Wychodzi na to, że czwartki będą dniem listy, bo nawet jeśli nie ma o czym pisać to zawsze coś nas wkurza, mnie. Przy okazji zmiana tytułu, zaczerpniete z Daily Show, jak się okazuje też mają tam taki fragment i brzmi to lepiej niż RAGE LIST. Ładna pogoda, ja teoretycznie według rozkładu z pracą i różnymi takimi, więc będzie trudno z siebie coś wykrzesać, ale ok... włączę TVN 24 na chwilę, powinno wystarczyć.

1. Klienci czytają mojego bloga - ale na szczęście mają dystans do siebie i do mojej wylewności. Poza tym to tak osobiście to ich lubię! Żadnego sarkazmu, jeśli to czytasz, naprawdę.

2. Prezydent weto + 50 tysięcy - człowiek tak się męczy znajdując tłumaczenie swoich decyzji dla elektoratu brata, że potrzebuję sobie czasem kupić nowe pieniążki, prawda? Tylko, że akurat temu elektoratowi jego tłumaczenia nie są potrzebne, więc może niech oszczędzi pieniądze i nasze głowy. 50 tysi... Dajcie mi je, zawetuję Wam mleko, a przynajmniej będę wyższy, znam angielski i nie mam brata.

3. Opóźnione przelewy - nawet nieważne z czyjej winy, mam cierpliwość do wszystkiego tylko nie do pieniędzy, ich braku.

4. Manchester United - nuuuuuuudyyyyyyy. Po co komu liga mistrzów bez Mourinho? No po co?!

5. Rozpieprzone tory linii numer 8 w Szczecinie - ten tramwaj był ok. Człowiek wchodził tuż za pętlą, nie siadał nawet, bo wiedział, że zaraz wypełni się siwymi głowami i trzeba będzie wstać. To miało swój geriatryczny klimat. Pomieszkałem na Gumieńcach chwilę i sru, jedyna opcja dostania się do centrum w remoncie... Już pół roku. I jak do cholery można nazywać autobus 808 środkiem komunikacji zastępującym tramwaj? Jedzie do pieprzonej połowy drogi!! ARGhhhHH.

6. Pawlak - niby jakoś zapomniałem o jego samodzielnych planach ratowania gospodarki z kryzysu... Ale to teraz? Wieśniaaaaakuuuu! Te mechanizmy nikogo nie dotyczą! Obyczaj, cywilizacja!! GROW A FUCKING BRAIN!! Przynajmniej wie chłopak jak się ustawić z drugiej strony...

7. Wrocław - czemu jest tak cholernie daleko?!

8. Terence Blanchard - wkurza mnie to, że jest tak dobry i nie mogę przestać słuchać jego muzyki. Wkurza mnie to, że nie jest moim wujkiem, albo jakoś w rodzinie.

9. Rurki - to nie są pieprzone rurki, nie chodzę w jebanych rurkach. Ostatnio miałem na sobie rurki w liceum chyba, i to co mam na sobie to nie rurki. ARGHHHH RURKIIII. Rozumiesz Irek?

10. Kościół ogłasza koniec lustracji kościoła - a Dominik ogłasza, że jest niewidzialny i bezkarny. Nienawidzę tego co rozpetał Wildstein. Już za późno, trzeba było wszystkich wybić na początku 90. i mielibyście teraz spokój wielkie głowy. Ale to, co zrobił kler... hahhh. Ok, chciałbym też ogłosić siebie królem pistacjowych ścierek i nazwać ziemie, na której stoję BULANDIA... Szlag mnie trafia.

Do nastepnego tygodnia ARGHHH.

Thursday, March 5, 2009

SEX



Było ciasno i ciemno...

RAGE LIST #1


Zainspirowany świetnym Artur Boruc’s Friday Rage List na Dirty Tackle, postanowiłem jako wielka maruda i choleryk sam sobie taką listę zrobić. Trzeba tu przy okazji przypomnieć o 'You Know what really drives my gear?' z Family Guya!! Wiadomo o co chodzi, prawie to samo.

Ta pierwsza lista nie będzie tygodniową listą jak kolejne, więc RAGE LIST ogólne:

1. Bracia Kaczyńscy - bo idę za modą? Pewnie tak, ale ci ludzie sprawili, że chwilami zastanawiałem się nad prawdziwością nektórych rzeczy. Kiedyś mówiło się, powtórz 100 razy, że papież jest Niemcem, a zaczniesz się zastanawiać czy to aby nie jest prawda. Teraz to zupełnie nie pasuje.

2. Sklepy odzieżowe - a raczej ludzie, którzy w nich pracują. Jestem przyzwyczajony do tego, że wygladam jakbym chciał coś ukraść prawdopodobnie, więc to akurat nie problem, że od razu zaczynają za mną łazić. Ale do tego, te miny 'dlaczego ja tu pracuję, skoro nie chcę' i to cholerne spojrzenie jakby byli właścicielami tego przybytku w jednym. Do tego ciepła muzyka i denne ciuchy z napisami. Nie można wystawić jednego cholernego swetra, który jest cały czarny, bez napisu z tyłu... nie wszyscy kurwa chodzą do B52! Racja Wojtek?

3. Ludzie którzy mi nie płacą na czas - czy mnie powinno obchodzić, że ktoś ma dużo na głowie i 45 przelewów? Jakoś nikt nigdy ode mnie nie dostał czegoś po czasie.

4. Ludzie którzy chcą oszczędzać na grafice - chuj wam w dupę za pomocą kryzysu. Jak nie macie kasy, to się nie zawracajcie mi głowy, nie jestem instytucją jednoosobową charytatywną. I wszyscy się pod tym ładnie podpisujemy...!

5. Otyłość - no do cholery jasnej, przecież nie jem więcej niż zwykle! Gdzie moje stopy? Gdzie mój... Nic już na dole nie widzę!!

6. Gapie - czy to aż takie dziwne, że ktoś idzie sobie porzucać o 6ej rano? Jest jasno, na boisku szkolnym nie ma gówniarzy, mam czas i wiem, że kosz jest wolny. Jak idziesz na przystanek to się na mnie nie gap śmieciu!! Get your own fucking life!!

7. Maile i telefony - nie dzwoń do mnie i nie pisz do mnie!!

8. Wicherek - mam go od zawsze i zostanie mi na zawsze, bo w mojej rodzinie się nie łysieje, ale jak uklepać ten szajs? Już sobie dziurę prawie w głowie przez to wywirciłem. Arghhhh.

9. Czas - jak przyjdzie co do czego to o marnuję na duperele takie jak pisanie tego, a póżniej żałuje.

10. Ta lista - jest tak nieprzemyślana, bo nie mam dzisiaj czasu nawet na duperele!!

ARGHHHH!

Tuesday, March 3, 2009

MAMO SPOKOJNIE, BYŁEM MŁODYM METALEM

Dawno temu wyglądałem jak 'matko bosko!', miałem naszywki Napalm Death i słuchałem Grzmotów w Radiu Szczecin poniedziałkowymi wieczory. Wiedziałem przez to czym jest Saxon, miałem ścianę w demonach i marzyłem o czarnym suficie. Paliłem fajki wychylony przez okno z prędkością przyprawiającą o mdłości przy dźwiękach Alice in Chains. Byłem na Acid Drinkers i pomyślałem, że są bardzo niscy. Włosy mi się z tyłu plątały i nie miałem brody, schły godzinami, ale jakie były świetne, chodziłem w glanach i butach wojskowych... workowaty plecak Rage Against the Machine... ile osób ma takie wspomnienia? Mnóstwo.

Człowiekowi gusta się zmieniają, gdybym wtedy zobaczył czego słucham teraz, to młody metal popatrzyłby na starego siebie z zażenowaniem, ale nic by nie zrobił, bo jestem od siebie cięższy o 30 kilo. Tak czy inaczej zapominamy na co dzień o tych jabolach, koncertach, flanelach, kolczykach... I bardzo się miło robi, kiedy ktoś przypadkiem nam o tym przypomni. Wyszła płyta Fisza i Emade jakiś czas temu 'Heavi Metal' i z miejsca polecam dla smaczków wypełniających tę właśnie płytę.


Smaczki dotarły te bardziej nawet do mojego szanownego kolegi, bardziej chyba me
talowca, bardziej pokoleniowo osadzonego w klimacie, który wciąż zna skład Iron Maiden na pamięć... ja bym pewnie znał gdybym trawił. I przy okazji właśnie owego pana, niesamowita anegdota, świeża, sprzed minut paru dosłownie.

Mama znajomego wraca z piwnicy, której nie odwiedzała od długiego bardzo czasu i wraca zaniepokojona bo...


...ktoś się najwidoczniej włamał do piwnicy i nabazgrolił tego szatana na ścianie. Kolega szybko uspokoił mamę... bo sam namalował to w trzeciej klasie podstawówki plakatówkami.

Cudne. Zwyczajnie cudne!

Monday, March 2, 2009

PIĘKNY UMYSŁ

Szybki początek marca... Zapomniałem pieniędzy idąc po fajki i musiałem się wrócić, ot... piękny umysł.


Adekwatnie...

Friday, February 27, 2009

KURS JAPOŃSKIEGO

Nie mam za bardzo o czym pisać, ale mam kilka alternatywnych tytułów zupełnie bez sensu, dla tego, który jest z podtekstem jasnym dla pewnej osoby. W takim razie: '...somebody kidnapped Phil!' - z 'Dnia Świstaka', najlepszego filmu jednorazowego użytku, chyba że oglądacie go po kilku latach przerwy... no dobra, chyba obejrzę go znowu za tydzień. Kolejny tytuł: 'Konichiua Bitches', bo przecież kurs japońskiego i ostatnie odsłuchania Kanye Westa.. 'Hello, good evening and welcome.' bo ja tak naprawdę nie mówię, czyli z 'Frost/Nixon'. I najgorszy na koniec: 'Oczy mnie szczypią.', bo oczy mnie szczypią od fajek i kompa.

Szybka
reakcja na galę oscarową, której nie widziałem w całości pierwszy raz od lat kilku, dzięki jej braku w ramówce TVP. To nie byłoby takie straszne, zawsze jest PRO 7, na którym oglądałem do tej pory, tylko nie ma go w moim mieszkaniu obecnym...
Myślałem więc, że może będzie na TVP, z debilnym tłumaczeniem kogoś, kto ma takie pojęcie o aktualnej sytuacji geopolitycznopopkulturowej (super niepoprawny neologizm), do której zazwyczaj piją prowadzący galę, jak ja mam pojęcie o tym co skłoniło akademię do nominowania bełkotliwego przypadku groteskowego filmu, aż w 13 kategoriach.

Jednak nic z tego, podobno dlatego, że nie było polskich akcentów... a co z Januszem Kamińskim w jednym z przerywników? Co z Jamesem Newtonem Howardem nominowanym za muzykę do 'Defiance', który to film zupełnie bez sensu wzbudza u nas kontrowersje, bo tam przecież sami zdrajcy Polski w nim, a do tego Żydzi! Na koniec co z polskimi rodzinami, które sprzatały po gali? Do cholery!!

Mniejsza z tą biedą, co do samych Oscarów, przegląd subiektywny. Tylko te mnie interesujące jako tako kategorie oczywiście. Najlepszy film i reżyseria, nie widziałem 'Slumdog Millionaire', więc moge tylko powiedzieć, że dobrze, że nie sentymentalny do bólu przypadek. Szkoda tylko 'Milka', który p
rzynajmniej się odkuł scenariuszem oryginalnym i oczywiście Sean Penn! Wszelkie głosy, że dostał statuetkę dzięki politycznemu aspektowi roli i filmu, są dla mnie równie bliskie prawdzie jak, to że Heath Ledger dostał ją bo przecież juz nie żyje... a zaraz, w tym jest chyba akurat dużo prawdy. No co? Przecież mam rację, sami przyznacie. No dobra, Hoffman juz swojego Oscara ma, Brolin się doczeka, z Downeyem byłaby przesada, a Shannon... kogo on obchodzi?

Wracając do Penna, raczej bez konkurencji, Rourke załapał
się na Złotego Globa, do tego jak ktoś mnie właśnie poinformował nagrodę na Spiritach i BAFTA, więc to chyba nawet lepiej i Oscar to za dużo szczęścia, nawet jeśli wszystkich nas urzeka jego historia. Langella był prześwietny, ale chyba zbyt teatralnie jak i cały ten film wyszedł na Oscary, co jest jak najbardziej komplementem tutaj. Co do reszty nagród... żal Marisy Tomei.

Jeszcze tylko szybkie: co do cholery robił tam Jackman? Cieka
we czy scenarzyści SCRUBS na to zareagują jakoś. Kto kojarzy o co chodzi - WREDNOSUCZA PIĄTKA!

I na koniec, Sean Penn i genialne 'elegancki człowiek':


Z cyklu rzeczy pobocznych również: BOSTON JUŻ LEŻY. Rok temu o tej porze, byłem bardzo ostrożny w ocenianiu szans Celtics na mistrzostwo. Ale tak naprawdę byłem przekonany w głębi dresu, że im się uda. Przed play offs oznajmiłem jedynemu równie pieprzniętemu na punkcie NBA człowiekowi jakiego znam, że jeśli wygrają całość, zostawi
ę w swoim komunikatorze na pół roku status: 'I am a Celtic'.
Wygrali. A co było jednym z głównych czynników (oprócz Garnetta, Jesusa, Pierca i całej reszty składu oprócz Pollarda)? Przewaga własnego boiska...

Gdyby nie ona prawdopodobnie wszystko skończyło by się dużo szybciej. A dzisiaj wszelkie znaki na niebie i stronie nba.com wskazują, że wylądują po regularnym za LA i Clevland (nawet jeśli w tym właśnie momencie Cavs dostali mocno po dupie od 'lepiej nam bez WeakMaca' Rockets) i przez to nawet jeśli dadzą radę tym drugim, to w LA będzie już cholernie trudno. Do tego dokładamy: Garnett chwilowo ponaciągany; brak Poseya, który jednak jest widoczny, nawet dla bagatelizujących to na początku sezonu; Tony Allen wciąż połamany; Perkins poskładany, ale jakby też połamany; chcą Marburego, który pewnie nasmrodzi z ławki prędzej czy później; Payton robi sobie jaja z Rondo... poza tym do cholery - WCZORAJ PRZEGRALI Z CLIPPERS! Z CLIPPERS!!!


Człowiek równie pieprzniety wygląda tak.

Echh, no to teraz 'branżowo'. Wcześniej pisałem, że Mateusz Kołek będzie w kwietniowym MC Magu i chcę to teraz potwierdzić, więc na 100. W czerwcu powinien wrócić z różnorodnym materiałem, bo szykujemy magazyn bardzo ilustracyjny, jako oznakę naszej ekspansji i rozwoju. Od teraz będziemy bardziej all around niż tylko sesje, możliwe, że wrócą teksty. Na pewno sam cos wypocę na czerwiec, do tego mix z Sebastianem Paszkiem przerzuciliśmy na kolejny właśnie numer. Wstepnie zaproszenie przyjęła też Alicja Gapińska.

Z innej beczki, wkrótce w Empiku near you: EXISTENCE, nowy magazyn dla... nowy ciekawy magazyn z - a jakże - moimi okładkami. Nakład nie powala, więc może i nie zobaczycie, postaram się wrzucić skan tutaj, Po premierze.

Na koniec: nawet jeśli zły dotyk kryzysu może zaboleć i Ciebie... Nie rób nic za darmo i się szanuj... Cholera jasna.

Bułka poleca: http://www.youtube.com/watch?v=JCZfJ5ai07U
Zablokowali wrzucanie na stronę... no co?

Dobranoc.

Saturday, February 21, 2009

POWOLNA SOBOTA



'stare jak świat bejbe', ale daje radę... dzisiaj, zzz
dzisiaj znowu jeden z wielu flaszing lajtów w picu, oby; że tak po tygodniu chorobowo-pracującym

Wednesday, February 18, 2009

ZANIEDBANY LUTY

Ale tylko tutaj. Ogólnie dobry luty nie był zły, nawet jeśli się nie skończył, to już nic raczej ciekawszego itd nie przewiduje. Wyszperałem mapę dla telewizji 'n', zapomniałem, że mogę ją pokazać po tym jak jej użyją....
A że to było we wrześniu, czy sierpniu chyba to:

Ludzie się wkoło jakoś wiosennie zakochują, albo przynajmniej ogarniają. Tylko ten śnieg pieprzony śnieg...

Wkrótce mocna dawka porządnej ilustracji w MC Magazine o lotnym tytule 'GAY' - nie, nie pierwsze znaczenie słowa jakie przychodzi Ci do głowy. Gościem ultra specjalnym będzie sam Mateusz Kołek

Do tego może jeszcze mały mix fot i ilustracji w BEAUTY. Czyli ja versus Sebastian Paszek.

A z rzeczy kojących jak luty:


Wednesday, February 4, 2009

SAVE ME JESUS!

Nie chce mi się pisać jak to wyszło z tym Street Fashion, jakoś tam wyszło. Nie będę też skanował mandatu co to go dostałem za głupotę w weekend, a wydawało się to zabawne jeszcze na drugi dzień. O okładkach do Existence później. Najważniejsze, że Jezus Szatelsłorf nadal GOT GAME!



Sziiiiijet, nice.

Thursday, January 29, 2009

STREET FASHION EDITORIAL



The bitch is officialy back! Po miesiącu składania
kwadratów i kółek z tekstem i zdjęciem, pojawiła się okazja do narysowania czegoś i to nawet w jakimś celu. MC Magazine (od 1ego nowy numer) będzie miał tym razem street fashion po mojemu. Czyli ilustracyjnie... I wczoraj się w końcu zabrałem za jakiś papier.

Nie wiem dlaczego... Może przez pięć kaw, braki w masturbacji, nie mówiąc o se... (za dużooo), czy może dawno niespotykane skupienie, rysowało się przecudnie i w miarę szybko. Rzecz jest bardzo brudna i dużo w niej ryzyka, na które dawno nie szedłem... Jaram się, ogólnie rzecz biorąc jak to mawia młodzież.

Na górze pierwsza z serii maks pięciu ilustracji. Na dole, z cyklu 'Jak to jest zrobione?'. Postaci będą przypominały osoby mi znane z twarzy, z ci
uchami jeszcze nie wiem, tutaj mamy pana w stroju praktycznie zastanym, za dużo go i tak nie widać, potem będzie więcej. Napisałem, że 'przypominały' bo pośpiech ogromny więc nie czas na portrety. Przedstawiony tu Mistrz Umiarkowanego Zła Ubot III się rozpoznał chyba, szczególnie, że z foty jego własnej, bhahh. Enjoy.

Na koniec stare, ale jare:

Wednesday, January 28, 2009

DEGREES OF SEPARATION w POSTCARD




Czas jakiś temu miała sobie miejsce akcja, akcja która była zacna. Zwała się Degrees of Separation i jakimś dziwnym trafem miałem w niej swój udział, a rzecz tyczyła się huraganu Katrina i reakcji nań grafików wszelkiej maści. Zaczęło się od kilku kompilacji w PDFach. Potem autorka całego przedsięwzięcia Samia Saleem wyszła na przeciw pozytywnemu odzewowi i powstała książka złożona z pocztówek. Mam egzemplarz do tej pory, ładniutkie, nie tylko dlatego, że mam tam swoje rzeczy, serio, serio. A teraz po jakimś czasie, kilku prezentacjach w Stanach, wspólne dziecko wielu matek i ojców wylądowało w POSTCARD spod skrzydeł fl@33.



Friday, January 23, 2009

BANKOMAT - DZIURA - POBUDKA


Zzzzzz... hope y'all get laid tonight.

MAGAZYN VON WELLHUNGA

fot. Sebastian Paszek

Wczoraj, czy przedwczoraj na Facebooku powstała grupa MC Magazine, co chyba powinienem odnotować jako osoba składająca go raz na dwa miesiące w całość z mniej lub bardziej zamierzonym skutkiem. Kto nie widział, a pewnie zbyt wiele osób nie widziało mamy tam głównie sesje fotografów z różnych krajów + street fashion, artykuły wyrzucilismy na bloga iiii... i czasem zdarzają się jakieś ilustracje. Jeśli kogoś jara interentowy ekshibicjonizm jak nie przymierzając mnie, to jest tam też konkurs dla fotografów, a jeśli chcecie pokazać Swoje graficzne rzeczy, podsyłajcie wglądówki... jak się dowiem, na który adres można to tutaj wpiszę. Jako banda szaleńców wybierzemy tych nadających się do czegokolwiek i może Wasz ilustracyjny editorial zobaczy więcej ludzi niż wchodzi na digart, czy gdzie się nie lansujecie. Grupa wygląda tak.


1 lutego nowe wydanie magazynu o szalonym tytule 'ICE'... O ile dostane w końcu materiały, MADAFAKAAA...

Tymczasem moja skromna osoba została ostatnio ochrzczona Hansem. Hans bez nazwiska to nie Hans, przydomek 'Fantastisz Tempo' nie wystarczy, więc na dzisiaj jestem Hans Von Wellhung. Ale tylko dzisiaj.

Na koniec i początku weekendu:

Bo everybody knows you dance like you fuck...

PS Widziałem ostatnio genialną prezentację odnośnie 'wypalania się'... Prawie się nie wypaliłem.

Wednesday, January 21, 2009

KONTENER MLEKA i G

Co to będzie, co to będzie... Nie wiem, nie napalam się, ale to chyba dlatego, że nie potrafię. Szkic taki sobie dla zabicia czasu najwyżej, ale... CO TO BĘDZIE, CO TO BĘDZIE. Żelazo wszędzie, szczury wszędzie.. bla, bla, bla.
A jak będzie inaczej niż bym chciał, to bardzo niedobrze. To jak jest teraz, to według zdrowego rozsądku jakaś pomyłka. Jednak, żeby nie narzekać tak ot, to właśnie po to ów blaszany sprzęt się pojawia. Wkrótce, oby, zzzz. NIe w formie jakoś.

Wracając do tego co wczoraj się pojawiło pod spodem. 'Milk'!!. 23 stycznia premiera w kinach. Poważniej na pewno niż 'Be Kind...'. Ale warto, warto, bo poważniej nie znaczy od razu 'smutne gówno'.

'Milk' wygląda tak:

A 'smutne gówno' wygląda tak:


Sami zdecydujcie, co smutniejsze, to o czym mówi pan, czemu jeszcze takie monologi spotykamy, to że może i ma rację, że nikogo to przecież nie obchodzi itd... Dla mnie najsmutniejszym gównem jest to, że wrzuciłem to zamiast 'Katynia' Wajdy, co chciałem pierwotnie zrobić.

Tuesday, January 20, 2009

ZŁY, BRZYDKI, ODSZWEDOWANY

Czego potrzeba człowiekowi po dwóch, trzech tygodniach dziwnego słaniania się ze wzlotami i upadkami, z uczuciem wszechogarniającego lenistwa? Dobrego filmu.

Każdemu będzie w takiej sytuacji pewnie pasował inny... 'Ghostbusters'? Czemu nie. 'King Kong'? 'Driving Miss Daisy'? A może te i wiele innych na raz? Tjaaaa, właśnie z rocznym opóźnieniem obejrzałem 'Be Kind Rewind' Gondry'ego. Nie byłem świadomy nawet istnienia tego filmu, jakiś strasznie musiałem być chyba zajęty zeszłego lutego chyba, może pracowałem dla odmiany... Tak czy inaczej, nie sprawdzałem zbytnio tego tytułu przed obejrzeniem, zobaczyłem tylko w obsadzie Mos Defa i mi wystarczyło.



Nie jestem zbyt wymagający jeśli chodzi o filmy ostatnio, te które mają być super ekstra, a do tego poważne, mnie zwyczajnie nudzą i śmieszą w ten zły sposób. Jedynie 'Milk' daje radę, ale już Clint Eastwood jako stary weteran kontra kolesie w kretyńskim samochodzie?
Może i ma te swoje znaczenia i wszystko to co sprawia, że niby nie oglądamy chały. Ale dialogi są jak z akcji filmu klasy niższej, sceny posklejane... ziewww. Daniel Craig kontra Niemcy i kolaboranci? Media już sieją ferment, a w filmie nawet nie wspominają, że to Polska, czy Polacy, tylko cholerna Bialoruś, niech tam się przejmują. Średni film, napompowany, ale można obejrzeć... Zaraz, nie o tym, nie o tym.

'Be Kind Rewind' jest filmem dla tych, którzy czują lekki obciach oglądając komedie z Sandlerem (nawet duży i nawet jeśli jest tam Torturro), a nie mają siły na Kate Winslet w 'Revolutionary Road', robiącą minę zbitego psa w co drugiej scenie - oscar murowany. Fani Gondry'ego będą usatysfakcjonowani, fani zdrowego rozsądku, przez dłuższy czas - nie. Scenografia i plany, zdjęcia, klimat, Danny Glover, Mia Farrow, Mos Def, dialogi, pomysł - genialne. Początkowe wrażenie, że film jest debilny - mylące. Jack Black - no cóż, gra w tym filmie, ale nawet pasuje.

'Be Kind...' to bajka - zabawna i wzruszająca. To kino o kinie, kino o Was oglądających filmy i kino o cholernej jego magii... Robię się miękki na starość. To jest zwyczajnie kino dobre, bardzo, jak i cała akcja wokół niego.

Dla wielbicieli patriotycznych akcentów - mechanik w filmie: 'Polish or not, she's still a girl.'

Monday, January 19, 2009

F*CK YOU...



Bo taki dzień od dłuższego czasu, poza tym też tak potrafię... Kiedyś nawet lubiłem, i co z tego że żałosne.

Wednesday, January 14, 2009

JES AJ KEN



Starość nie radość... człowiek jakieś paprochy z początków satelity odkurza. Jakoś dokoła mnie im starsi panowie, panie tym muzyka bardziej wyszukana i filmy Bunuela... A ja sobie kik it. Przynajmniej dzisiaj.

Tuesday, January 6, 2009

JUKENDENS ON KREDENS

Co ma piernik do wiatraka, co ma moja praca do zdrowego rozsądku. Nie wiem. Po kolejnym strofowaniu z tyłka mam ochotę rzucić wszystko w p**dę, ale to za ładne miejsce na wszystko wspomniane. Ten jakże poczytny blog wkrótce zmieni się w jednoosobowe forum narzekania na konieczność projektowania. Może to jednak kwestia ogólnego ostatnio rozleniwienia. Mniejsza.

Rok poprzedni stał się poprzednim, nowy jest zupe
łnie nietrafiony póki co.
I tak wszystko jeszcze kręci się wokół wyborów z 2008. Trzeba było złożyć wniosek o wydanie nowego dowodu, co to się go zgubiło w stanie zła. Pani w urzędzie najpierw nie łyknęła dodania sobie przeze mnie centymetrów, a potem zdradziła mi tajemnicę koloru moich oczu, zdziwionym jestem do tej pory i nie zerkam w lustro.

Ilustracje dalej są w śpiączce, mniej więcej jak ja sam, dzisiaj pomyślałem, że może to rzeczywiście przez fajki... I przestałem tak myśleć, tę przyjemność odbiorą mi chyba razem z płucami. Nieśmieszne, ale i prawdziwe. Tak czy inaczej, w dzisiejszym 'Zapytaj Dominika: Do czego służy klepsydra?', odpowiedź na: http://www.flickr.com/photos/bulka/sets/72157611959322155/

Tak, to był sylwester, wtajemniczeni mogą rozpoznać na zdjęciach pewnego doktora od plakatów Irka Kuriatę aka Dżjani, poza tym Królika Zło aka Szeeeeft (madafakaa), kobietę Dżjaniego, chociaż chyba wiele mu nie mówimy, oraz przyjezdnych: Pannę od wykręcania długich numerów, Kaspra Flavia aka Generała
Italię i innych... Czyli w sumie jeśli oni tego nie czytają to nie znacie nikogo. Wspaniały blog.

Z innej beczki, beczki z Modrzewia - miasto paprykarza zaatakowały billboardy z moimi ilustracjami. W sumie już nie są moje (tyle co autorstwo), radio ma do nich prawa i jak widać nic im nie szkodzi to, że w praktycznie identycznej postaci te billboardy wisiały pół roku temu jako promocja audycji Środek Miasta. Szczecin jest otwarty, Szczecin.FM widocznie podobnie, na wtórność. Pamiętajcie młodzi synowie i córki, nigdy na wyłączność, no chyba, że czujecie, że jeśli na to nie pójdziecie to wezmą kogoś tańszego... A że na pewno dadzą Wam coś takiego odczuć, to zapomnijcie o tej radzie wcześniej, bo to Szczecin, nie elegancja Francja. Czy jakoś tak.


Z cyklu ogłoszeń parafialnych, utknąłem w parafii św.Katarzyny w Goleniowie, czy raczej chodzi o tę drugą tu, ale nie wiem pod czyim imieniem skrywa się drugi kościół. Cholerne załatwianie spraw i ślimoza, ale drużyna wyborowej zbiera się w piątek i atakuje popękany rurami Szczecin, kiedy nas zobaczycie, broń boże nie dokarmiajcie i tak już będziemy mieli dobrze.

Aweszatan, madafaka, bla bla i ciekawego nowego roku, w ten: http://pl.youtube.com/watch?v=wddY7qCn-ig
I ten sposób: http://pl.youtube.com/watch?v=Z88ln1XXWrM

PS Szykuje się portfolio PDF, jak ktoś chce freebie, to piszcie na dominik.bulka@yahoo.com z tematem: I WANT ONE!
Szykuje się też coś fajniejszego, ale o tym, jak się wyszykuje.


Ich will nach Wrocław, hehehh.

Wednesday, December 31, 2008

PROTEZA NOCNA - FUCK 2008

W przerwach między 'zamykaniem'. a dzisiejszym szalonym sylwestrem na trasie Parkowa-Alter-City-Hormon(?)-City-Ostrobramska pewnej soboty, pewien Bad Motherfucker znalazł coś takiego, niech Wam się nie kojarzy z Waszymi babciami, niech to będzie twarz mijającego właśnie roku:

I na ten dzień kawałek melancholijny: http://pl.youtube.com/watch?v=DnSQEgCMiWk
I taki mniej też: http://pl.youtube.com/watch?v=CQCdKe9kU2w
Ijeaa... pfbhahh.

69 KILLING TIME

No dobra, 69 nie ma. Lata krzeseł bez oparcia i hektolitry alkoholu. Całe 'zamykanie' trwało tydzień, co nie pomogło mi, ani pewnie nikomu w pracy takiej, że niby świątecznej, w nadrabianiu. Jakaś koleżanka wylądowała w domu z kijem do billarda, ja i inny bardziej szanowny kolega z ramkami Kampanii Piwowarskiej, Lech 'Będzie się działo!'. Już nie będzie. Trudny czas adaptacji do Leonardo w przytulnym mieście mego ciągłego wychowania czas zacząć. Dobrze chyba, że nie będę musiał uczestniczyć w nim tak intensywnie jak ci, którzy jeszcze tutaj są i będą mieli sumienie.

Nie ma co wspominać świąt, stały pod znakiem 'zamykania' również. Dla osób chętnych, szalone zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/bulka/sets/72157611488614742/
I jeszcze więcej szalonych zdjęć: http://www.pophai.type.pl/pliki/index.php?go=foto18

Było minęło, ja nic nie robię, czyli ilustracje nie ilustracjami, mam grypę i jest cudownie dziwnie.



Friday, December 19, 2008

SPIRALA SPIRALI NIERÓWNA

Utwierdzam się coraz bardziej w przekonaniu, że projektowanie nie jest dla mnie. Jako ta bardziej dochodowa, a może raczej dająca stały dochód część mojej profesji, doprowadza mnie powoli do szału. Szału nudów. Od dwóch dni siedzę nad layoutem pewnej strony i kiedy jestem skupiony, to jeszcze jakoś idzie, ale wystarczy, że zrobię sobie przerwę dłuższą niż pokawowe sikanie, to już wtedy trudno się zmusić do corelowskich prowadnic. A nie daj boże, zrobię przerwę na posiłek... To jest równoznaczne ze snem, automatycznie, 10 minut po zjedzeniu tego co odgrzałem i obowiązkowej fajce już leżę pod grzejnikiem. Dodajmy do tego niskie ciśnienie, które zawsze uważałem za coś co mnie przecież nie rusza i koniec, po pracy. Trzy godziny wiercenia się, wstaję, herbata, internet i z powrotem do nudów, z nową energią, której starcza na dwie trzy godziny i znowu sprawdzam czy Boston dzisiaj grał, a może Gortatbortat, albo...

No właśnie, nadmiar powtórek na Comedy Central zmusza mnie do niewiarygodnego wysiłku i przełączenia na TVN 24. Inne kanały dla mnie nie istnieją, bo pilot zepsuty (no dobra, od pół roku kupuję baterie), a są niedaleko siebie i lubię jak w tle lecą. Tylko dzisiaj po chwilowej euforii, bo oto Jarosław Kuźniar prowadzi 'Poranek', a lewica pomoże odrzucić weto balonika za kilka godzin - zgrzyt. Mój ulubiony prawie człowiek telewizji mówi przy przeglądzie prasy, że do GW nie zajrzy bo nic ciekawego, a poza tym... I cisza, a papier ląduje na stole.

Poza tym. Wczoraj coś widziałem w portalu Gazeta.pl o kłótni między GW właśnie, a TVN. Nie czytałem, bo limit transferu się skończył, uznałem to za
rzecz mało istotną, a na tym portalu coraz częściej tytułu newsów zalatują tabloidem. Jednak, kiedy przeglądy przez kolejne dwie godziny stały w 78% pod znakiem 'Rzepy' (ślicznie zaprojektowanej), a pan Kuźniar w końcu powiedział o co chodzi, to postanowiłem sprawdzić, co takiego napisał wczoraj pan Pacewicz z GW. Rozchodziło się o nagrodę Grand Press. Dziennikarzem Roku został Bogdan Rymanowski z TVN 24, a redaktor z GW skrytykował tę decyzję swoich kolegów po fachu. Nie będę się rozwodził nad tym co zostało napisane, odsyłam do źródła - http://wyborcza.pl/1,88975,6079642,Rymanowski___niedziennikarz_roku.html

Najgorsze jest to co się dzieje teraz. Oto dwie potęgi medialne bliskie serca i rozumu ludzi normalnych (czy ktos się zgadza, czy nie, mało mnie to obchodzi) znalazły się w stanie jawnego konfliktu... Moje pytanie - PO CHOLERĘ? Owszem, Pacewicz jakoś pominął w swoim tekście cykl Rymanowskiego 'Szpieg', który był robotą jak najbardziej dziennikarską, ale w wielu innych kwestiach miał rację. Tylko reakcja TVN 24 przypomina PiS i jego bojkot tej telewizji. Nagle odwołano 'Skaner Polityczny' z Dominiką Wielowieyską, a dzisiaj rano jakiś foch, nawet jeśli jak to zawsze w przypadku Kuźniara, z przymrużeniem oka. Pacewicz pisze o działaniu spirali i nakręcającej się karuzeli obelg w programach Rymanowskiego. No tak, ale czy w 'Loży Prasowej' czasami nie wrze? Jasne, Rymanowski robi show, ale jedyne co mam mu do zarzucenia to, że mówi 'tą' kiedy powinien mówić 'tę' i to nagminnie. Mam wrażenie, że dwa lata tej dziecinady, która nas dotknęła, zbrutalizowała nie tylko język polityki, dziennikarze i niedziennikarze też płyną na fali, smutne. PRZECIEŻ NIE BĘDĘ PUBLICZNEJ OGLĄDAŁ!!


To co napisałem wyżej jest największy
m dowodem na to jak nudzi mnie projektowanie. o!

PS Szacunek dla przewodniczącego Olejniczaka, okazuje się że facet jednak ma jaja, skryte za tym uśmieszkiem. Do tego dodam akcent regionalny, sorry panie Napieralski, filozofia balonika nie skutkuje. A Boston: 24-2 ha!


Na pełen zła piątku początek: http://pl.youtube.com/watch?v=uaOdYKIP3Wk


+ Pomiot Szatana Królik Junior III


Wednesday, December 17, 2008

AGONIA PEWNEGO MAŁEGO MIASTA

Karp Cleesa w wannie, choinka Chase'a z wiewiórką w płomieniach, sylwester 'Przyjaciół' z zepsutą klimatyzacją, kac w co drugiej komedii o amerykańskich nastolatkach granych przez ludzi, którzy mogliby być moimi rodzicami, czy raczej kogoś w moim wieku, kogokolwiek innego... Każdy ma swoje rytuały na koniec roku, listę noworocznych postanowień, czasem postanowienie, żeby raz jeden zupełnie odciąć się od tego i siedzieć w domu. W małym typowym miasteczku gdzieś na zachodzie Polski, wiele osób miało jeden wspólny obyczaj, czy bardziej przyzwyczajenie - pasterkę w 69. Lokalu, w którym wychowały się pokolenia już chyba inteligencji i żulerii, zawodowych piłkarzy i księgowych, emigrantów i dupków. Były zmiany wystroju; konsystencji twarzy niektórych; grawitacji; osób za barem i przed barem. Były szanty (za co?); żuberki; potańcówy; mecze (cholerne Polska - Niemcy); ploty; miłości; upadki z krzeseł i pozycji stojącej; chodzenie za śmietnik na rowery; uprzykrzanie sobie życia i mało miejsca; koncerty; darty w skroń od nauczycieli z liceum; siedzenia bez oparć; czarny mały kot i raz ktoś mi kiedyś skoczył na głowę nawet... Było Faith No More, Dave Matthew's Band, Kult, Iron Maiden (kolejny raz... za co?), muzyka z 'Bandyty', The Killers, ale i Fischerspooner, Chemical Brothers, Elbow i co sobie człowiek zamarzył. Wszystko to i wiele więcej w Goleniowie, w miejscu, które trudno było znaleźć postronnym, a łatwo miejscowym w potrzebie.

Melancholia do granic. W tę sobotę 69 kończy działalność. Powody są tutaj mało istotne i w sumie niczyja to sprawa. Pewne jest, że Goleniów może i nie traci ośrodka kultury, nie będzie pikiet i manifestacji w obronie 'jedynego takiego miejsca' (nawet jeśli to było jedyne takie miejsce), ale na pewno nie będzie gdzie się napić i spotkać. I nawet gdy człowiek w żartach, choć i poważnie mówił sobie, żeby tylko nie siedzieć w tym samym miejscu za 10 lat, to... Na jedno bym z chęcią skoczył jeszcze kiedyś. Pozostanie nam wszystkim dresiarnia; lokal, który się otwiera
od roku i śmierdzi rockiem progresywnym na kilometr; zjęczała speluna niedaleko samego 69; lokal dla wszystkich, nikogo nad rzeką, gdzie toalety zaprojektował ktoś, komu się spieszyło i... i koniec, kebab?

Sobota będzie stała więc pod znakiem ostatniego picia w Goleniowie, takiego picia i takiego spotkania. Pewnie będzie średnio, drzwi się nie domkną, testosteron wyleje i jak to w małych miastach pełno będzie ludzi, którzy tylko psują wieczór swoimi kwaśnymi mordami. Trudno będzie powtórzyć każdą rytualną głupotę ostatni raz i napić się z każdym z kim chciałoby się jeszcze w tym miejscu. Nad ranem na ulice Goleniowa wyleją się świeże sieroty życia towarzyskiego i będzie po wszystkim.

Tak jak jeden wieczór to za mało, żeby zakończyć rok, tak ta sobota to za mało, żeby zostawić 69. Zostawić 'Norę'.
Na pogłębienie stanu przygnębionego mieszkańców 69, to co mi się będzie kojarzyć muzycznie, chyba najbardziej to: http://pl.youtube.com/watch?v=PFYU0m3617E

Kurwa, nienawidzę tego małego 'pl' co mi bez ostrzeżenia wskakuje przed adres...

A ilustracje ilustracjami...

Monday, December 15, 2008

NOCNE JURKI

Z perspektywy bocznej zupełnie człowieka prowincji. Nie taka Warszawa zła jak ją w gazecie niedawno opisali.

Było śmiesznie, alkoholowo i żetonowo. Panie zazdrościły panom o wiele szybciej poruszającej się kolejki do toalety. Na parkiecie znani pisarze gubili prawie garderobę, tworzyły się piramidy z torebek. Od pewnej godziny zdawało się, że faceci z kasyna zaczęli węszyć przy darmowych barach i wokół koleżanek z Camela w ich dziwnych obrusowatych uniformach. Panie reprezentujące tabletki na kaca jakoś dziwnie bardzo sobie upodobały moją i mej towarzyszki osoby, że niby ze wsi to przesadzą? Nie przesadziliśmy, nawet jeśli widziano nas w windzie jeżdżacych w tę i z powrotem w poszukiwaniu szatni razy kilka. Parcia na szkło u siebie nie odnotowałem i gdy kamera decydowała się nas objąć uciekałem wzrokiem w miejsca, które były bez sensu. Widziałem wszystkich sprawców i władców magazynowego rodzeństwa Valkea, taniec ochroniarza o dziwnych oczach i piknik na dywanie. Drinki były cudne, a śledź norweski, jak ja nienawidzę śledzia. Na koniec taksówkarz ‘mój boże nigdy mi się to nie zdarzyło’ nie włączył licznika. W hostelu jeszcze nie spali i zostawiłem ręcznik, a w łazience coś wyło. Do następnego roku z większą ilością toalet.



UMARŁA KRÓLOWA, NIECH ŻYJE KRÓLOWA

Stało się. Po czterech latach, moja pierwsza i jak do tej pory jedyna myszka się poddała (z lewej). Miałem wrażenie, że coś jest nie tak już od jakiegoś czasu. Nie wytrzymywała już obsługi ilustracji większych niż a4. Nie pomagało już pukanie i stukanie. Kilka dni temu wyzionęła pikselozę. Kochałem ją i nigdy bym nie pomyślał, że ją przeżyję. Nie nazwałem jej, bo cholera, niby po co?

Nie chcąc popełnić tego samego błędu, moją nową miłość ochrzciłem i oto przedstawiam wam Eleonorę Gonzagę Duncan. Teraz będę już wiedział co napisać na nagrobku za kilka lat. Jeszcze nie jest tak dobrze jak z poprzednią, ale myślę, że się dotrzemy, najważniejsze, że pokrętło działa.

A Bush prawie dostał butem, przekomicznie tragiczne.

PIEPRZYĆ 2008



Ok, do tej pory ten blog był taki a la portfolio, dla oszczędności czasu i kasy, ale sprezentowałem sobie darmowego Viewbooka, więc mogę sobie już teraz potraktować to tutaj jako bloga stricte. Nigdy jakoś nie miałem na to ochoty, bo nigdy mnie nie obchodziło co miliony cybernetycznych dzieci miały do powiedzenia. Niby dlaczego ktoś chciałby czytać to tutaj? Nie wiem i to też mnie chyba nie obchodzi, więc czemu nie?

Koniec roku 2008. wydaje się idealną porą, żeby te zmiany tutaj wprowadzić. Mamy chłopcy i dziewczęta nowy banner, nowe linki i tekst w postach, jezu, jezu. Nie wiem jeszcze co tu będzie, ale powinno być średnio grzecznie i bez większego sensu. Może będę pisał o NBA i Celtics, ale prędzej o tym kto wylądowal pod barem w moim mieszkaniu, albo kto spadł ze strychosypialni (może by ktoś w końcu kiedyś spadł?) i wszelkie tego typu nędzne bzdury.

Zacznę od krótkiego podsumowania roku mij
ającego... Pieprzyć 2008!Nie było źle, ani dobrze. Było zło, głupota i zmiany, za dużo zmian. Najbardziej intensywne 12 miesięcy i najgorszy listopad w życiu. Napsułem krwi osobom, którym zrobić tego nie chciałem, nawet jeśli w moim odczuciu na dłuższą metę dobrze się stało, mogło być gorzej. Sprowadziłem się do Szczecina i... jednak dalej czuję się jak na kolonii w tym wynajmowanym barze. Rozbiłem sobie pysk, zgubiłem telefon, dokumenty, klucze do domu; musiałem wyrzucić ulubioną torbę, bo posłużyła mi za torebkę papierową, jeśli wiesz o czym ja mówię. Nowy Bond jest gorszy od poprzedniego, widziałem tez kilka filmów, ktore od razu wskoczyły na pierwsze miejsca listy najgłupszych i najnudniejszych filmów ever, a widziałem wszystkie części władcy pierścieni kiedyś tam. Oprócz serii ilustracji do Kasetodzilli do spółki z Kuriatą furiatą nie dałem manbirthu niczemu ciekawemu, a to było w cholernym kwietniu... Ale ogarnia mnie jakiś spokój i to już jest jak najbardziej ok. Żebym jeszcze wiedział, skąd ten głupi uśmiech na twarzy i ta błogość, pewnie bo rok się kończy. I żeby jeszcze cokolwiek wskazywało, że w 2009. będzie inaczej.

Dla wszystkich ateistyczne 'miłego dnia' i pieprzyć 2008 w ramach życzeń na koniec.


PS Zło, Ben Westbeech, Kasetodzilla, dyrektorki kreatywne, parapetówka, alkohol, nocne marki i doktorat Furiaty rządziły, żeby nie było, że nic nie było.